bofizykaWystarczy, że przypadkowo spojrzę w lusterko, w staw, w niesione wiadro wody, żeby ją zobaczyć Spojrzałem na Mojżesza oblizującego zapaćkane miodem palce Mazury (dawn Posiniaczony, sycząc z bólu jak wyciągane z kojca gęsięta, wybiegłem pod wiosenny sad, trzasnąwszy z całych sił drzwiczkami od stodoły Jeśli głowa Heli sięgała mi zaledwie do ramienia, tańcząc z Marysią, miałem jej twarz tuż koło ust - Oni, ojcze, nic nie zrozumieją, choćbyś im tłumaczył trzy dni i trzy noce Wolałem już, na razie, póki nie zasłużę na coś godniejszego, żeby mnie wołano \"podszczypkiem\", przezwiskiem mojego rodzica, nadanym mu w czasie kawalerki I już biegła przez owies do stawu Kapitan, obciągając wciętą w pasie wojskową bluzę, strzepując z rękawa źdźbło siana i wdziewając rogatywkę o twardym lakierowanym daszku, podchodził do nas Potem ułożyliśmy się pod sadem do drzemki Gdy piętami dotknąłem iłu, zacząłem się dusić W najbliższym miasteczku miałem się stawić koło południa Zastanawiałem się, czy w kieszeni ma tylko młotek, czy też spluwę Jakoż jutrzni udało się wreszcie przeskoczyć trzyletni chrust i powrzucać dzidy w sam środek wody