calibra
 calibra
Jakoż nikomu z okradzionych nie wpadło do łba, żeby wskazać palcem na kmiecych synów Jak szedłem do listonosza, do sołtysa zza wody, policjanta, żandarma i esesowców i wyciągałem rękę z pistoletem, i ręka mi bielała, jakby była wyjęta z wapna, wtedy ON ich zabił Jakoż oni już mi się nie zjawiali i nie było potrzeby mówić, że to oni zabili Podszedłem do niego, kładąc mu ręce na ramionach Na te moje wiosenne widzenia upadła dziewczyna i krzyknęła Ostrożnie, żeby nie zbudzić pogwizdującej przez sen Heli, wyjmowałem ją z ramion Wystraszyłem się, że mi się odwiązał z drutu Chyba że ktoś sobie mocno popił przed stypą lub przypomniał sobie wyrządzoną mu w testamencie krzywdę Jak ten stary proboszcz I zawsze chciałam Ale gdy zamiast psiego skuczenia i łap w pazurach, usłyszałem cichy jak przez słomkę oddech i ostrożne skradanie się w stronę mojego zapola, znieruchomiałem - Nie, Helu, nie mówił A ja rzeczywiście, chociaż do tego nie przyznawałem się nawet przed samym sobą, szykowałem bryczuszkę już nie z myślą o wygodzie matki, ale dla oczu dziewczyn, które coraz częściej przechodziły koło mojego domu, zjawiały mi się w snach, na dnie rzeki, gdy po całodziennej pracy w polu kąpałem się, nurkując do piasku i do iłu Mojżesz z sanitariuszem wzięli Stacha na nosze