hotel echo cedzynaTrawa pod sadem, podsiana białą koniczyną, nie tknięta kosą ani zębami kozy, ani siekaczami królika, była pełna rosy i niemal do kostek zasłana urywającymi się przez całą noc jabłkami Na drugi dzień przed zmierzchem, po powrocie od jęczmiennych żniw, wykąpałem się, ogoliłem i począłem wciągać białą koszulę I wrzeszcząc: Stała przy oknie wychodzącym na ogródek, poprawiając doniczki z mirtem i asparagusem - Bo ja bym była wtedy królową Natomiast ja, leżący przy Heli, całujący się z nią całymi nocami, wyprowadzający ją ukradkiem, żeby matka nie usłyszała, pod ośnieżony sad, nosiłem ręce przy sobie, podkładałem je pod potylicę i nie wstydziłem się kłaść ich na łbach zwierząt Wydawało mi się, że to nie woda, ale strzelisty świerk, z którego schodek po schodku spadam w zrudziałe i zaczerwienione od przymrozku paprocie A gdy się to już stało i ręce mieliśmy przy sobie, starzec powiedział: Ale utrafił - Bo widzisz, Helu, tam na poczcie Sama też, nie pozwalając mi tknąć niczego, ubrała mi koszulę, krawat, kamizelkę i bluzkę Miał ochotę pobrać się z wdówką, a wiedział, że ojcowie raczej pójdą na kolanach do Rzymu, niż przystaną na to I obejmując jej barki, prowadziłem do domu