kal bud
 kal bud
Splatając palce, aż mi zbielały, ścisnąłem z całych sił Aliści gdy wszystko miałem przyszykowane, a rany po zimie i po Wielkanocy zaczęły się zabliźniać, z kościelnej zaś ambony coraz gęściej padały nazwiska łączonych par, dowiedziałem się, bronując pole pod tarniną, że Jasiek się zastrzelił Pozostali dwaj, widząc mnie z obnażoną szablą gotową do cięcia, próbowali podnieść się i nawiać - Widzę, że znowu trzymają ci się psie figle Odkładając spluwy, wypiliśmy za pomyślność nadchodzącej zimy Konie ciągnąc wozy spały przy dyszlach Póki się ono nasze małe, nie narodzi, mrówki nie tknę Patrzyłem na Hele stojącą przy kapitanie Bo odkąd byliśmy za murem, nie widzieliśmy tam ani jednego ptaka Tu, nad wodą, siadając w trawie z kolanami podciągniętymi pod brodę, słuchały pogryzając jabłka papierówki i dymne śliwki I podrzucić go do powały nie mogę - Aż czegóż ja mam się wywikłać? A chociażby nawet było z czego, to nie moja sprawa Kiedy wesele? Zagram wam