quottomasz mikockiquot
 quottomasz mikockiquot
Myślałem jeszcze, że ojciec z matką wyszli do sąsiadów Dopiero gdy nasłuchując polującej u krokwi kuny, przestawałem widzieć moje ręce z białego wapnia i tamte pełne starczych gruzłów ręce, a w moje dłonie, w które tak lubiały wtulać łby źrebaki i cielęta, wchodziła jasna głowa Heli, powolutku przyciągałem je do siebie i godziłem się na nie W gruncie rzeczy jednak, żeby spojrzeć na Hele i zapytać, czy jej nic nie dolega Gdy niemal rudziała, wygrzebaliśmy ją z ognia - Mówisz, jakby już była Wigilia Co chwila któryś z chłopców, wskakując na krzesło, przyśpiewywał Stacha zabiłem I w żadnym z sadów nie przepuściłem choćby jednej jabłonce, gruszy lub śliwie Nie chcę, żebyś przychodził do lasu W mojej wsi rzadko się widywało mężczyzn płaczących na pogrzebie Po czym zbliżyłem się do osiki i kładąc ręce na jej pniu, szepnąłem: ON I zaśpiewam ci, Helu, och, jak ja ci zaśpiewam A ja się leciutko w strzemionach uniosę i szablę wyciągnę