efalockAle na co ja ci potrzebny? Trzeba było mnie odejść, gdyś się bał iść ze mną Zacząłem je cichutko przywoływać, rzucając w wodę garście piasku I równocześnie zobaczyłem furki zboża, niemal syczącego od upału Wycierając ostrze szabli o rękaw koszuli, podałem ją dziadkowi Z wydrążonymi z miąższu dyniami na głowach, w których były wycięte oczy i usta i przytwierdzone gawronie skrzydła lub sowie szpony, stawaliśmy za oknami rozjaśnionymi naftowymi lampami, strasząc skubiące pierze dziewczęta Żebyś wiedział Tych skupywanych od miesiąca po jarmarkach starczyło zaledwie dla zawodowców O, już wiem Przypomniawszy sobie dom i niemal go widząc pod posiwiałym od rosy sadem, pomyślałem, że matka pewnie się już krząta po izbie, rozpalając pod blachą susz Czapka spadła mi z głowy Z tym suchym drewnem pod pachą, jak z ogromną woskową gromnicą, szedłem ścieżką prowadzącą przez kawałek błonia, wnikającą w ogrody tworzące zachodzące siwizną koło, zamknięte ze wszystkich stron słomianymi dachami Jeszcze dzisiaj Postaliśmy jeszcze chwilę przy uchylonych wrotkach, przyśpiewując gramolącym się na siano muzykantom - Mojżesz chciał nam zagrać Marysiu