legalizacja wagI mamę też chciałbym zabrać z sobą Podawała mi skopiec świeżo udojonego mleka Słuchają mnie przecież Był to inny archanioł od tego przelatującego nad żydowską kapelą i jeszcze inny od zranionego przez żandarmów Żeby mi przestał dokuczać, musiałem postawić na kowadle butelkę gorzałki i obok na przekąskę spore pęto kiełbasy W stajni, stojącego między końmi, podtykającego im pod wargi na przemian koniczynę i kolby kukurydzy, szeptającego: - Cicho, Helu, cicho - zastał mnie dziadek Jakub Ściskając mi rękę w przegubie, wyjęła z palca tarninowy kolec A ja myślałem, że tylko na festynie, pod sadem, o jutrzni i to przed lustrem potrafisz ptaszkować Przeto nie mogłem oczekiwać od nikogo ze wsi, że pewnego dnia podaruje mi to noszone w sobie w tajemnicy przed wszystkimi przezwisko Ponieważ nie mogłem wysiedzieć w kuchni, chociaż zatykałem sobie uszy, polazłem do stajni Powolutku, żeby mnie nie spłoszyć, przemykając się pod sadami i wikliną, schodziły kroczek po kroczku nad rzekę - Toś jadł więcej i częściej ode mnie Rozbierałem się, wysypując z zanadrza i z kieszeni owoce koło zagłówka