jezuici �piewnik
 jezuici �piewnik
Gdy mu opowiedziałem w nocy w stodole, zaśmiał się cichutko i waląc mnie pięścią w plecy, rzekł:4 Uśmiechnęła się: Dogoniła mnie, gdy próbowałem się wyplątać z rosnącej u wierzchołka Ptasiego Dołu tarniny W lesie pod ziemią Akurat stałem przy studni, nalewałem wodę do drewnianego koryta, żeby napoić konie, gdy na podwórze wszedł komendant, prowadząc przed sobą rower za siodełko Do tego przysiółka prawie nigdy nikt nie przychodził i nie przyjeżdżał Bo jakby Stach żył, ożeniłbym się z Marysią Niektórzy, zrywając się z podłogi, uciekali pod ściany, gdzie piszczały z przerażenia kobiety Pociągnąłem głęboko nozdrzami, jak zgoniony pies A ja tymczasem będę szukał tego, który go zabił10 Zagram wam Już wcześniej zabiłem