�l�skie kuratorium o�wiaty
 �l�skie kuratorium o�wiaty
A jak już wyczują, spod siana wyłażą, spod pierzyn i spod baranic i na śpiączki do niej przez pola, przez łąki nieomylnie lezą - dorzucił Stach, siadając na ławeczce Nikt nam w tych wsiach nie wychodził naprzeciw Na wszelki wypadek, żeby jej nie zabrali Niemcy, przytrzasnąłem ją słomą Mogliby ci nie dać! Chłopak jak topola Najwidoczniej ogryzały ośnieżone gałązki z młodziutkich jabłonek W trójkę zbliżyliśmy się do łóżka, na którym leżał ojciec Już wcześniej zabiłem A z tych dwóch żywych owoców znałem tylko jabłko Nie spodobało mi się to \"gdzie zawsze\" Nie omieszkali też, zwłaszcza Pawełek, żartować ze mnie Mówiłem wyraźnie, wyraźniej niż pacierz: od nieba ich ciąć, od cysarza chlastać, płatać od Witosa, od Chrystusa Pana! Pies, siedzący na mnie, ujadał Obiecałaś przecież, że mi urodzisz kociątko puszyste, kaciątko - Czy ja wiem, Piotr? Ale chyba bym nie poszedł Och, jak on nam chciał zagrać