przewodnik po ziemi klodzkiej
 przewodnik po ziemi klodzkiej
Pierwszy też raz na tych łąkach, nie licząc wczorajszego i przedwczorajszego snu, przymykając oczy, zobaczyłem w sobie Marysię Jakoż ową nutę potrafili wyjmować tak, żeby Bóg dał wszystkim takie wyjmowanie sadu spod kopnego śniegu, koronki z motka lnu, złotego szczygła z kawałka akacji Uradziliśmy, że jeśli Mojżesz przyjdzie do siebie i zgodzi się, na zimę zamieszka u któregoś z nas - Nie gadałbyś, Pietrek Żołnierzy zabiliście I upadając na kolana bełkotał, że ma troje dzieci, że on me winien, że mu kazali - Jaki ON? Myśmy go zabili Paru żandarmów było mocno poturbowanych I tak z rękami przyciśniętymi do bioder odchodziliśmy od siebie, idąc przez błonia zaszyte wierzbami, za którymi obrysowane przez twarde pióra jutrzni zieleniły się strzechy naszych domów Chciałem się wymyć i wyszorować sam To złote jabłko - Zaraz, zaraz, bratku Widocznie nas dojrzał, bo zniknął i po chwili trzasnęły drzwi od komory Nawet wówczas w ogrodach, w złotej od jabłek wodzie, w sadzie, na strzesze całej w złotych renetach Przywiąże się do niej na tę pierwszą nockę jedwabnym sznureczkiem