multi lotekDyszysz jak zziajany pies Co chwilę zapadałem w drzemkę, nie czując od podawania snopków na drabiniasty wóz i zwalania ich z wozu do stodoły obolałego kręgosłupa A zanim tuś przyszła, tom się kąpał Ale wtedy z twarzą jak gaszone wapno podszedł do mnie Mojżesz Wydawało mi się, że to nie woda, ale strzelisty świerk, z którego schodek po schodku spadam w zrudziałe i zaczerwienione od przymrozku paprocie Zdawał sobie sprawę, że jest ranny Wziąłem ją na ręce i biegałem z nią dopóty po izbie, póki nie zaczęła się śmiać i machać nogami I uniosła się ręka nade mną, i słowa pokruszone jak gaszone wapno posypały się na moją głowę Nosiłem wodę w wiaderkach, ślizgając się na oblodzonej ścieżce, potykając o próg i o coraz głośniejszy krzyk Heli Jakoż nikomu z okradzionych nie wpadło do łba, żeby wskazać palcem na kmiecych synów - I który z was lepszy? - Ostrożnie, Piotr, ostrożnie Ale teraz jest nasze wesele To jak przyszłaś do mnie, żeby go zobaczyć, żebym ci go oddał, jeszcze raz, na zawsze, chciałem go zabić