spoleczna gov plPiotrze Gdyby nie glansowane buty z cholewami, wziąłbym go za listonosza Jedząc połówkę jabłka, przyglądałem się Heli i chłopcu zza wody - Może złe, kolesiu? Również dzisiaj wyskakiwały z niego, wierzgając w płytkiej wodzie i rżąc donośnie, spłoszone rzucanymi przez nas jabłkami konie Chciałem podejść do niej, zerwać jabłko i spojrzeć w nie pod światło, żeby się przekonać, czy rzeczywiście widać w nim pestki - To płać, kmiotku, mandat Tańczyliśmy niemal do białego rana Bo przecież nie było to ich niebo, ale tej wsi wygrzebującej się ze snu I to tak, jak po nim na ziemi zostało to nogę parę razy zegnie i już anioł pański o bielutkich skrzydłach nad parafią leci Od tego też czasu, gdy żona, której ulegał jak cielak czujący pełny skopiec syczącego mleka, zastała go przy czyszczeniu karabinu i zaczęła na niego krzyczeć, a on pierwszy raz popróbował jej grzbietu, patrzył na mnie jak niegdyś na Franciszka Józefa wręczającego mu na froncie flaszkę rumu, jak na Witosa niesionego w bryczce przez górali, jak na dziedzica zapalającego na dożynkach papierosa dwudziestozłotówką One też, ich dziewczęta, w cerowanych, pranych wielokrotnie na kamieniu perkalowych sukienkach, boso, z kwiatem wpiętym w przerzucony przez piersi warkocz, gdyśmy się rozchodzili spod sadów, wychodzili z wikliny, podchodziły do nich i dotykając ostrożnie ich kieszeni wypchanych rewolwerami i nabojami, brały ich pod ręce, pod lewe żołnierskie ręce, prowadząc w utajone przed wszystkimi miejsca