praca w kiatowicach
 praca w kiatowicach
Chowałem z powrotem rewolwer do kieszeni, ale nie widząc ścieżki pod nogami, potykałem się i upadałem To błagała ojca, całując go po rękach, płacząc i śpiewając psalmy, żeby jej bronił, a kiedy ojciec nie chciał jej bronić i wypychał z Jaśkiem w pole, uciekła na strych i zaszyła się w siano Przecież gracie Stałem przed nią nagi i nie wstydziłem się, widząc, że patrzy na mnie, jakby tamci chłopcy z sierpniowego rozlewiska byli naszymi synami A gdy szedłem do karczmy, w pole lub do kościoła, powiadałem sobie, że jeśli po stu krokach zobaczę na drodze biały kamyk, na pewno ujrzę ją po południu Gdybym nie chciała, palcem byś mnie nie tknął Kapralu Przyniosłem mu jeden z dwóch moich karabinów Uśmiechałem się do nich i przyrzekając im, że jak będę miał tylko trochę czasu, porobię im proce, zabierałem dzieciaki do sklepu, obsypując je cukierkami Żeby nie chichotać, gryzłem do krwi palce