lubin
 lubin
Mojżesz co chwila przykładał klarnet do ust Teraz już prawie codziennie, idąc ogrodami w tyczkowym grochu i w kukurydzy, zaglądałem do kuźni Obok nas obdzierano ze skóry kupioną w sąsiedniej wsi, zastrzeloną r pistoletu i zawieszoną u gałęzi wiązu krowę On już kapralowi akuratnie powie, jak i ile tych delicji siać Tylko nie mógł tego jabłka z mojej ręki wyjąć Myli się kapitan A da Bóg, to jeszcze z jakimś przysiółkiem, z jakąś kukułką w dębinie Była to ułożona przez Jaśka piosenka o koniokradach Podskoczyłem z radości i począłem biec w tamtą stronę Zawołałem głośniej: O, Boże, a gdzież się podziały te jabłka? Tyle ich tu we dnie Chciałem nim ukoronować synka Tuż po niej nad naszymi głowami odezwał się skowronekSpis treści Wyplątując jej warkocz z sosenki, próbowałem ściągnąć z niej sukienkę