kyosho
 kyosho
A gdy rano, rozebrany do pasa, myłem się w studziennej wodzie wlanej do koryta i patrzyłem na moje ciało, całe w sińcach, w ukąszeniach, dreszcz mi przechodził wzdłuż kręgosłupa i chichotałem, ochlapując z psoty pętającego się pod sadem psa Na tej również nie drżał ani jeden listek Ręce odpadają, gdy się go dłużej trzyma Czerwoni od rozsypanych jabłek, od tej nagłej przygody, zbieraliśmy rozsypane owoce I z nią, i nie z nią Ty zabiłeś Wszystkie osy będą na mnie siadać Wychodząc z tego prawie kurnego domu, poradziłem kobiecie, żeby natychmiast kiedy zjawią się w okolicy Niemcy, zaniosła dziecko do ich lekarza Tylko wyrostki podbiegały pod wierzchołek wału i z czapek, z zanadrza rzucały nam w półkoszki jabłka, gruszki i śliwki Ale oprócz nadal zbliżających się bezszelestnie wiklinowych kęp nikt stamtąd nie nadchodził I muzykanci, biorąc basy na plecy, a skrzypce pod pachy, zrywając sobie po jabłku na drogę, odeszli pod wierzby Moje palce trzeszczały w jej rękach, niemal wyskakując ze stawów Owszem, zdarzyło się parę razy, że jadąc na pole, podwoziłem ją kawalątko To ojciec zbytecznie tak im się dziwuje