orwell 1984 streszczenieMy, obydwaj ze Stachem, siedzieliśmy w podeschniętej trawie Co ludzie powiedzą? Dopóki ty jesteś Młodzieniaszka wymiotło z kolumny - Wypadło na mnie, mamo Jej spieczony jęzor sięgał po zeschniętą trawę Za sadem, pachnąca zbyt natarczywie słomianym ciepłem i owsianym obrokiem, ciągnęła je stajnia Ale mimo bólu zawsze udawało mi się przyciągnąć ją do siebie i pocałować, gdzie popadło: w usta, w policzek, w odsłonięty z warkocza kark A ponieważ chciał, żebyśmy byli razem, i nie przychodzi do nas, to on zabił I podrzucić go do powały nie mogę Szedłem tą wodą pełną jej nagości do tego nadgryzionego jabłka w jej ręce, do tych dwóch żywych jabłek zanurzonych w wodzie W naszej wsi jak w kojcu Ale (on powiadając, że tylko skoczy na pocztę dowiedzieć się, czy przypadkiem nie ma listu od matki, która została w Częstochowie, zniknął mi w pobliskim domu Wiedziałem, jak smakuje i jak wchodzi to żywe jabłko w te jabłka targane z gałęzi