uniwersytet wroclawskiI pociągnęła mnie za rękę Tuż przed nimi uciekały leśne i polne zwierzęta Póki się ono nasze małe, nie narodzi, mrówki nie tknę Pocieszałem go, jak mogłem Listonoszka zasłabła To ON Piotr, Piotr, zabij ją I jestem, Piotrek Teraz już wyraźnie pod wszystkimi wierzbami błękitniało od dymu - Dajże spokój zwierzętom Ręce odpadają, gdy się go dłużej trzyma I przez chwilę było to nasze wesele, gdyż nie oglądałem jasnego warkocza i twarz kapitana nie była twarzą Stacha, i moje ręce nie myliły mi się z rękami listonosza, sołtysa zza wody, policjanta Gwoli tych złotych jabłek w sadzie I prorok mówił do tego ludu, i modlił się, i śpiewał