sgspI tak udając, że nie wiemy wzajemnie o sobie, jakbyśmy się śnili sobie, nocy i sianu pod nami, leżeliśmy biodro przy biodrze, głowa przy głowie I on jeszcze patrzy na mnie Ale również nie miałem odwagi powiedzieć sobie: I tyś też jest Jak się zaczną wesela, to codziennie będę z nimi Znajdę ci jakiś kąt u znajomych Tym bardziej że zbliżała się zima, a więc nadchodził czas, kiedy razem z Jaśkiem w domu, na kościelnym chórze, w karczmie i na wyskubkach zastanawialiśmy się, jak najlepiej spożytkować wrodzoną nam smykałkę Od spowiedzi, spotykając się z Helą dzień w dzień i pomagając jej w szykowaniu wesela, spoglądałem ukradkiem na jej zwiastowny brzuch Przeto zabierając pinkle, ruszyliśmy znowu za dywizją A ponieważ nie ma tu ani króla, ani biskupa, złote jabłko jest moje Z wysiłku drżała mu broda Wtedy wychylając się z bryczki, z kapeluszem uniesionym nad głową, mówiłem dziewczynom po imieniu, zapraszając je do bryczki I wyciągnąłem to poczerniałe od słońca i od bólu ciało na brzeg, położyłem na trawie, wyssałem jego ranę i zalepiłem siwą gliną Jednak do lasu było jeszcze sporo drogi