organika
 organika
Repetowałem karabin i strzelałem Stamtąd, nie oglądając się za siebie, ruszyliśmy w las Jak upatrzyliśmy sobie z Jaśkiem taki dom w pierzynach, ja niby to za jakimś interesem wchodziłem do izby i zagadywałem domowników Plecaki wydawały się nam lżejsze i juchtowe buty mniej twarde Wchodząc w to ciepło, nakryliśmy się żołnierskimi płaszczami Właśnie przy koniach, na tym obłamywaniu gałązek zastała mnie matka I zaśpiewam ci, Helu, och, jak ja ci zaśpiewam Zaszywaliśmy się w lasy i maskując się, czekaliśmy do nocy Wyciągałem ręce, żeby ją schwycić za warkocze i przyciągnąć do siebie Bractwo nie kwapiło się do wagonów To i słowik inny A ojciec musi wziąć dziecko na ręce, podrzucić je do powały, obnieść po wszystkich kątach