zaloguj
 zaloguj
Nawet z obór, jeszcze uchylonych, z których szły obłoczki pary, nie słychać było przeżuwania siana, brzęczenia łańcuchów i bydlęcych westchnień przez sen A ja, komendancie, niczego od pana nie chcę Wiedziałem, że Pawełek wskaże mnie Nie pomyślałem też o wydanych wcześniej: poruczniku, synu gajowego, młodziutkim wikarym Zresztą spocone do żółtej siary konie szarpnęły wóz, wciągając go pod młodziutki sad Znajdę ci jakiś kąt u znajomych Wiedziałem również, że chce mnie wyswatać Od paru lat śpiewałem w kościelnym chórze Schudłeś i sczerniałeś Połykając ślinę i oblizując spieczone wargi, gdyż oprócz resztek spirytusu nie mieliśmy też nic do picia, wyszliśmy na skraj lasu I pochylę się nad nim I rzeka staje się na powrót zielona jak wiklina i niemal biała od wygaszonego w niej wapna Wyprowadziłem je na podwórze do studni - Jeśli pani komukolwiek i kiedykolwiek piśnie choćby jedno słówko, zastrzelę na miejscu