stowarzyszenia zwykle- Jak tam chcesz, Stachu Płakały Pogryzając owoce, nasłuchiwałem, jak powolutku uciszają się pobudzone przeze mnie psy, jak w pobliskiej stajni konie chrupią owies, a z głębi siana coraz wyżej i wyżej wypływa i ogarnia wszystko rozmamłany śpioch Jeszcze teraz te spóźnione spadają ze strzechy Gdy podszedłem do Mojżesza, zaczął uciekać Zdaje się, że moja matka wspominała kiedyś, patrząc na mnie wchodzącego pod sad i zawadzającego czupryną o gałązki, że gdy mnie nosiła w sobie, będąc na jarmarku, ukradkiem, żeby ojciec nie spostrzegł, dotknęła dłonią garbatego staruszka Siedząc w tarninie na gałązkach zaścielonych podeschniętym perzem i ćmiąc ukrytego w garści papierosa, spoglądałem w stronę lasu Bo ja ostatni raz jadłem chleb w Ziemi Obiecanej i w Kanie Galilejskiej A widząc to wszystko, tym radośniej śpiewałem wielkopostną pieśń, pełną ran po gwoździach, po cierpieniach i po włóczni I krzyknąłem na całą rzekę W oczach pociemniało mi z bólu - Dobre masz oko, synku - W mleku, w baliach, w cebrzykach, w beczkach, pełnych mleka, będziemy kąpać naszego małego Żeby mi przestał dokuczać, musiałem postawić na kowadle butelkę gorzałki i obok na przekąskę spore pęto kiełbasy Ja też trafiłem