akla parki polskieCzyniąc to, przymknąłem oczy Poczekaj, nauczę cię Ty zabiłeś Nie dasz rady sam I ja też chcę, żeby to było nasze wesele Kołyska malowana była w rajskie ptaki, w cietrzewie czubiące się nad wiosenną wikliną i w różnokolorowe maki (to na sen), z których zamiast kwiatów rozwijały się roślinne słońca Zobaczyłem siebie wychodzącego zza węgła domu, podchodzącego do dziewczyn, klękającego nad postawionym na ziemi skopcem i pijącego zachłannie prawie gorące mleko A obok niego trzech Szwabów Nie miałem jednak odwagi powiedzieć tego prościej Wyraźnie mnie unikała Przechodząc przez wieś, całą w sadach uginających się od nadmiaru jabłek, przez pola w koszonej pszenicy pełnej ptasich nawoływań, słyszałem ich śmiech i widziałem ręce mocujące się z sobą, aż trzeszczało w kostkach, aż mi brakowało tchu I przyjdę do ciebie - Jak słyszysz