muzyka relaksacyjna
 muzyka relaksacyjna
W rozlanym rosole leżał tałes Biegając z nią po izbie, szeptałem: Dopiero gdy mróz szczypał mi policzki, a śnieg sypał się za kołnierz, kroczek po kroczku odchodziłem do domu Hela długo nie przychodziła A zanim tuś przyszła, tom się kąpał A gdy już nie było do kogo strzelać, gdy suczące się ze Szkopami frajerki były ogolone do skóry, gdy poniektórzy sołtysi i wójtowie chodzili z poduszkami na tyłkach, gdy pomęczeni, z kropelkami potu na twarzach siedzieliśmy wprost na podłodze, racząc się bimbrem, któryś z chłopców powiedział: ON Stach i ON Mojżesz I teraz też starasz się w tym kacie, który leży przy tobie, całować w usta swojego królewicza Nie pomyślałem też o wydanych wcześniej: poruczniku, synu gajowego, młodziutkim wikarym I całymi dniami nie wychodziłem z domu, nawet do stodoły po siano, do studni po wodę, do szopy po drewno Nie mogę Przechodząc koło osiki, położyłem ręce na mokrym od żywicy liszaju I moje ręce były ich rękami Aby nie kusić dziewczyn, a tym bardziej siebie, bo gdy przechodziły błonie, podnosiłem się mimo woli z okrąglaka i opierając się plecami o sztachetowy płot, starałem się je widzieć jak najdłużej w prześwitach między wierzbami, przeniosłem się pod dom