olympus
 olympus
I złotymi literami, bo co roku, zapisanego w niebiosach i na plebanii, ojca Prawie zepchnęliśmy listonosza z roweru Usłyszałem rozbryzgiwanie wody i pomieszany w tym pisk dziewczyny Nachylała się nade mną Zresztą obydwaj wybiliśmy się ze snu Gdy skończyła się zima, tuż przed Wielkanocą, i błonia pozieleniały, a drzewa złociły się w drobnych listkach, razem z Jaśkiem przyszliśmy na chór w nowiutkich lakierkach i lekkich, popielatych ubraniach I znowu grać Woda, nagrzana na słońcu, pachniała gaszonym wapnem, żelazem hartowanym w ile i mokrej trawie i rozparzoną solą Nie panując nad sobą, zamachnął się, uderzając listonosza w twarz Do najbliższego rozczyniania i wypieku chleba A tam woda żywa, a tam jabłka żywe - To o jakiej? Cóżeś znów wymyślił?