�wiece zaroweZ tych przywidzeń otrzeźwiałem dopiero wtedy, gdyśmy weszli w wiklinę - Taki nie przepuści ani kotu, ani psu Niemal obijając się o fabryczne dachy, spadał na ziemię - Możem się i upił Natychmiast po tej zadymce w jej ciele zatętnił rogowymi kopytkami rozbuchany na wiosnę źrebak Rozgrzani, tak że parowało z nas, bez kropli wody na skórze, jak wyjęte z deszczu białe ptasie skrzydła, poczęliśmy się ubierać I wydawało mi się, że po tym żółtym piasku, przypominającym wykapaną do imentu gromnicę, przeszła tuż przede mną cała procesja z psalmami, z litaniami, cała kawalerka z naszej wsi i sąsiednich wsi Natomiast niepostrzeżenie i jakby z przekory zjawiała się we mnie sołtysówna Szczęście mnie spotkało A ono już spadało w sam środek gwiazdy I nikt się nie dowie, żem ci jeden dał Do najmniejszej pestki