czas letniAle oni, najwidoczniej zmówieni, zanim się spostrzegłem, podnieśli mnie i zaczęli podrzucać A gdy wzgórze się poruszyło, zdjąłem z niego ręce i wyskakując z łóżka, przyłożyłem doń głowę W przejściu natknąłem się na Hele idącą pod rękę z chłopakiem zza wody Od tamtego września Zawsze cię widywałam z psem I zagrają Dobrze, Mojsze? Samo zaś lusterko zasłoniłem ciemną chustką Stach pomógł mu wskoczyć na schodki Bali się o Hele I chciałam, żebyś zabił tego policjanta W falującym od upału powietrzu czuć było rozgrzaną rędzinę, wyjętym z wody żelazem, kraszonym grudka po grudce wapnem I grać na ulicy I te osikowe twarze, otwierając usta, wołały: