patomorfologiaJadłem i jadłem, aż mnie żuchwy rozbolały, aż ustałem i siedziałem z otwartą gębą, z kawałkiem chleba na języku Gdy wjeżdżał w furtkę, dopadł go pies A takie jabłko królewskie, złote berło, wrzucone do wody, zanurzone w niej, oczyszcza ją z ran, goi jej rozdarte tętnice, gasi w niej do płomyka tajemną siłę Z tak bliska moja twarz przypominała po trosze owo oblicze wypływające z rdzenia osiki Gdy mi zniknął za pierwszymi domami, spojrzałem na niebo A ja rzeczywiście, chociaż do tego nie przyznawałem się nawet przed samym sobą, szykowałem bryczuszkę już nie z myślą o wygodzie matki, ale dla oczu dziewczyn, które coraz częściej przechodziły koło mojego domu, zjawiały mi się w snach, na dnie rzeki, gdy po całodziennej pracy w polu kąpałem się, nurkując do piasku i do iłu Ale żeby go nie było we mnie, zabiłem listonosza i sołtysa zabiłem Bali się o Hele