kretowinyAle pociąg wjeżdżał już w olszynowy lasek I jeszcze raz w tym tańcu ciąłem po rękach Szwaba, krzaczek jałowca, gąsiora Woda sięgała mi do pasa, do pach, po szyję Widząc, że się rozbieram, siadła na ziemi i szybko rozsznurowała trzewiki i ściągnęła przez głowę sukienkę - Już mamie mówiłem, że bliziutko Od wesela bowiem, od tej bójki, nie ośmieliłem się rozmawiać z Helą ani o niej, ani o mnie Ratowały nas trochę jabłka i pełne fioletu damaszki Wymyci do pasa, wkładając na siebie nie prane od dwóch tygodni koszule, szykowaliśmy się do drogi Jak ty Szkopów Dam ci za nią wszystkie panny ze wsi Słuchaliśmy kulawego Mojżeszowego grania, myśląc o domu To jak nie powiedziałem: - Tyś zabił