puszczykowo dniJuż wchodziliśmy do sieni, gdy sobie przypomniałem, że dwa lata temu kilku moich chłopców sprawiło sołtysowi tęgie lanie I Marysi też nie ma Niechby się złociła od jabłek Inna rzecz, że dziewczyna, przerażona trwonieniem jabłek, wyrywała mi koszyk i przeszkadzała Pierwszy raz, już w Rzeszowskiem, kąpaliśmy się pod jakimś małym miasteczkiem Powiadali, że pewnikiem kapral przez pomyłkę lub po ciemku zasiał całe pole koprem I nie było mowy o płukaniu w niej katowskiego miecza i kozackich szabel Widziałem takich na odpustach Rzucałem w nią bryłami i kamieniami, ciąłem ją batem Wydawało mi się również, że sztylet nad drzwiami, wbity po rękojeść zadygotał w kolędzie Szczęście mnie spotkało On już kapralowi akuratnie powie, jak i ile tych delicji siać Idąc tym lasem, natrafiliśmy wreszcie na szeroki, rozryty w piasku trakt, wybity kołami wozów i końskimi kopytami Na wszelki więc wypadek, bojąc się tego snu i tych przebitych rąk, trzymałem prawicę w kieszeni, ściskając w niej oksydowany rewolwer