dziady w teatrze w legnicyA drugi raz tę żydowską muzykę widziałem w zimie Cofałem ją jednak i kładąc na stole, przypatrywałem się jej zrogowaciały wzgórek po wzgórku, sęk po sęku, koleina po koleinie, włosek po włosku Zaskrzypiały sfastrygowane ciasno deski Tak samo jak kapitan, jak Pawełek, jak wszyscy chłopcy z partyzantki Przy szynkwasie mignęła mi biała niemal czupryna chłopaka zza wody Nad nimi przelatywał archanioł Dziewczyny, wtulone w matkę, popiskiwały z przerażenia Spojrzałem jeszcze raz za siebie, bo przy wjeździe w podwórze wydawało mi się, że z wierzb przyciętych do smolnego łba idzie dym Również Mojżesz, chociaż był w wojskowym płaszczu, dygotał cały Grzebiąc po kieszeniach listonosza, wyrzucał na drogę po parę groszy Ponieważ ani rano, ani przy koszeniu jęczmienia nie wspominałem matce jednym słówkiem o moim ożenku, chodziła teraz koło mnie, przyglądając się jak komuś pomylonemu z radości Ale na co ja ci potrzebny? Trzeba było mnie odejść, gdyś się bał iść ze mną Zresztą odkąd Jasiek kropnął sobie w łeb, a jego ciało zagrzebano obok poświęconego cmentarza tuż przy pogrzebowisku dla psów i dla bydła, byłem skłonny razem z duszącym się ojcem widzieć w wierzbowym zagajniku, unoszący się dym Malwy trzeba było sadzić