malotayUjadając i podskakując, starał się dosięgnąć nogawki żandarma Zawieziesz je starym A ja zostanę tu, przy kukurydzy Proboszcz chrząknął i cofając rękę Bywało czasem, gdy obrady się przeciągały, że proszono mnie o bimber Musiałem łupka po łupce zdejmować buczynę Zabolało mnie w dołku Zaciekawił mnie ten żuk Na nich gwizdałeś, żeby się wystraszyli, żeby uciekli, boś chciał być ze mną To samo uczyniłem przy trzecim słupie Tę żydowską muzykę zobaczyłem później, za dnia, gdy wyjeżdżała spod wierzb na szerokich saniach, malowanych w czubiące się koguty